You are here Kasjerka w hipermarkecie: zdarzało mi się płakać, bo nie dawałam rady

Kasjerka w hipermarkecie: zdarzało mi się płakać, bo nie dawałam rady


By pracownik - Posted on 03 wrzesień 2010

Pracownicy Biedronki, Carrefoura, Makro i Reala mają dość niskich płac, złych warunków pracy i utrudnień w tworzeniu związków zawodowych.

Zapowiadają protesty - 22 września ustawią się z transparentami pod warszawską siedzibą Grupy makro Cash and Carry Polska – informuje "Dziennik Gazeta Prawna". Jeżeli rozmowy z pracodawcami nie przyniosą skutki, to ustalą jak zostanie przeprowadzona akcja protestacyjna. Planują wprowadzenie tzw. strajku włoskiego – będą dużo wolniej wykonywać swoje obowiązki, co wydłuży kolejki w marketach.

Czy rzeczywiście praca w dużych sklepach jest tak ciężka i źle płatna? Okazuje się, że w wielu marketach na kasach pracują wyłącznie emeryci, którzy chcą w ten sposób dorobić lub młode dziewczyny tuż po zawodówce. Mężczyznom i osobom z wyższymi kwalifikacjami praca w dużym sklepie się nie opłaca. Wynagrodzenia lawirują na granicy minimalnej pensji. Pracodawcy z chęcią zatrudniają osoby na umowy zlecenia, na pół etatu czy emerytów, za których nie muszą odprowadzać świadczeń. Ale problemem są nie tylko płace. Pracownicy mówią o skandalicznych wręcz warunkach zatrudnienia: przepracowaniu, złym rozdziale dyżurów czy konieczności dźwigania towarów (w niektórych marketach kasjer jest też magazynierem, nierzadko jest to emeryt mający trudności z pochylaniem się i dźwiganiem). Zapytaliśmy kilku pracowników dużych sklepów w Warszawie i Gdańsku o to, jak się im pracuje.

Elżbieta, ma 47 lat, zarabia 1,5 tys. zł:
- Od siedzenia przy kasie boli mnie kręgosłup, nadgarstki, głowa. Przez moje ręce przechodzą tony towaru, obsługuję setki ludzi każdego dnia. Sprzedawczyni, która siedzi na kasie w supermarkecie jest jak maszyna, w wyznaczonych godzinach nie może opuścić miejsca, potrzeby fizjologiczne musi załatwić wcześniej i wcześniej musi się najeść, napić. Musi być szybka, nie może sobie pozwolić na powolną obsługę. Gdy kolejka jest długa, trzeba się tłumaczyć, szef obserwuje przez kamery, czy czasem to nie moja wina. Gdy wracam do domu, jestem ledwo żywa, szumi mi w uszach, głowa pęka. Muszę położyć się na godzinę, żeby dojść do siebie. Mam czworo dzieci w wieku szkolnym, a mąż jest kierowcą, bardzo rzadko bywa w domu. Ja zarabiam 1,5 tys. zł, a mąż 2,8 tys. zł na rękę.

Teresa, ma 52 lat, pracuje na część etatu, zarabia 700 zł:
- Gdybym nie musiała, to na pewno bym nie pracowała. Mam bardzo niską rentę. W supermarkecie pracuję na najgorszym stanowisku, na mrożonkach. Mamy ochraniacze, rękawice, ale i tak jest strasznie zimno. Jestem ciągle przeziębiona, co drugi miesiąc mam zapalenie płuc. Razem z rentą mam 1, 8 tys. zł netto. Mieszkam z dwojgiem dzieci, które dopiero kończą studia.

Renata, ma 37 lat, zarabia 1,3 tys. zł:
- Kilka raz zdarzyło mi się płakać przy kasie, bo nie dawałam rady. W kolejce stało kilkanaście osób, każdy miał wypełniony wózek. Oprócz mojej, jeszcze tylko dwie kasy były otwarte, każda tak samo oblegana. Nie chcę narzekać, nie mam innego wykształcenia. Już zawszę będę pracować na kasie. Ale to bardzo ciężki fach, powinien być lepiej wynagradzany. Nie chcę jakiejś ogromnej podwyżki, choćby 300 - 500 zł.

Radek, 23 lata, studiuje pedagogikę, dorabia w supermarkecie, zarabia 700 zł:
- Wszystko zależy od tego, gdzie się pracuje i na jakiej zmianie, na jakim stanowisku. W południe, w poniedziałek na kasie może być spokojnie. O tej samej porze w sobotę, pracownik może zwariować. Chciałem dorobić, mam teraz dużo wolnego, pomyślałem, dlaczego nie pracować w supermarkecie. Już pierwszego dnia chciałem zrezygnować. Szło mi za wolno, kolejka robiła się coraz dłuższa, klienci ciągle się czepiali, pytali o promocje, o których nie miałem pojęcia. Pracuję już 3 miesiące i przyzwyczaiłem się, ale na pewno nie chciałbym tego robić całe życie. Ci, ludzie na pewno powinny zarabiać dużo więcej.

www.praca.wp.pl