You are hereTychy: związkowcy kontra dyrektor, czyli spór o liczbę potrzebnych lekarzy i oddziałów

Tychy: związkowcy kontra dyrektor, czyli spór o liczbę potrzebnych lekarzy i oddziałów


By pracownik - Posted on 09 grudzień 2010

Śląski Oddział OZZL zorganizował w czwartek (9 grudnia) protest przed izbą przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Tychach. Związkowcy od kilku tygodni zarzucają dyrektorowi placówki spowodowanie zagrożenia dla pacjentów. Dyrektor Andrzej Drybański zaprzecza i podkreśla konieczność restrukturyzacji lecznicy.

Według Macieja Niwińskiego, wiceprzewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, dyrektor Szpitala w Tychach Andrzej Drybański zmniejszył liczbę lekarzy, którzy mają pracować w Izbie Przyjęć – z pięciu (w niektóre dni sześciu) do trzech, co powoduje, zwłaszcza w dni wolne od pracy, ogromne kolejki pacjentów. – Obecnie jedynym lekarzem zatrudnionym w izbie przyjęć jest kierownik izby przyjęć – mówi Niwiński.

Zdaniem dyrektora

Jak informuje OZZL do izby przyjęć i ambulatorium chirurgicznego tyskiego szpitala rocznie zgłasza się lub przywożonych jest karetkami ponad 25 tys. osób – w tym wielu pacjentów w stanie zagrożenia życia. Jest to jedyne miejsce w Tychach i powiecie bieruńsko-lędzińskim (ok. 200 tys. mieszkańców), gdzie zaopatruje się pacjentów np. urazowych, neurologicznych, chirurgicznych po godz. 18.00 w dni robocze oraz we wszystkie niedziele i święta.

– Izba Przyjęć nie jest oddzielną jednostką organizacyjną. Służy całemu szpitalowi w którym jest 20 oddziałów. Kierownik Izby przyjęć jest tylko po to, żeby koordynować ruch, natomiast oddziały delegują tam lekarzy – tłumaczy nam sytuację Andrzej Drybański, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Tychach.

Z informacji przekazanych nam przez dyrektora wynika, że wcześniej w izbie przyjęć dyżurowało nawet 8 lekarzy zatrudnionych na umowach cywilno-prawnych. Lekarze rano pracowali w szpitalu na umowę o pracę, a po południu w izbie na podstawie umów cywilno–prawnych. W maju br. Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) dokonała kontroli w szpitalu i poleciła tę nieprawidłowość zlikwidować.

– PIP poleciła zatrudnić lekarzy albo na umowę o pracę, albo na umowy cywilno-prawne. Mój poprzednik obawiał się sprzeciwu lekarzy i dopiero, kiedy w październiku zostałem dyrektorem, zająłem się tą sprawą – mówi nam Drybański. – W tym momencie lekarze nie dostają dodatkowych pieniędzy za obecność na izbie przyjęć, tylko pracują jako specjaliści oddelegowani z oddziałów.

Jak informuje Andrzej Drybański, żeby umożliwić taki system pracy na izbie przyjęć, zwiększył liczbę lekarzy dyżurujących na oddziałach.

– Nie ma problemów z żadnym innym zespołem lekarskim poza chirurgicznym, w którym pracuje Pan Maciej Niwiński – twierdzi dyrektor.

To już katastrofa?

OZZL zarzuca też dyrekcji szpitala nadmierne oszczędności, prowadzące nawet do zagrożenia zdrowia i życia pacjentów. Według Macieja Niwińskiego obecny dyrektor stara się zbilansować szpital w ciągu kilku miesięcy i w tym czasie oddać ma prawie 19 mln zł długów wymagalnych. Zdaniem związkowca, jest to niemożliwe do wykonania bez uszczerbku na jakości usług.

Andrzej Drybański uważa, że związkowcy nie do końca zdają sobie sprawę z katastrofalnej sytuacji finansowej tyskiego szpitala.

– Obecnie zobowiązania wymagalne szpitala wynoszą około 18 mln zł. Do tego należy doliczyć 14,5 mln zł zaległych wypłat dla pielęgniarek z tytułu podwyżki płac, obiecanej przez poprzednią dyrekcję, a niewypłacanej od stycznia 2008 r. – tłumaczy w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Andrzej Drybański. Jak informuje, na ten rok poprzednia dyrekcja zaplanowała stratę w granicach 2,5 mln zł, tymczasem już teraz szpital notuje stratę w wysokości 12 mln zł.

– Dochodzi do sytuacji, w której brakuje pieniędzy na wypłaty. Płacę wynagrodzenia w dwóch ratach. Poprzednia dyrekcja, pod presją personelu, wzięła od spółki Magellan S.A. 3 mln zł pożyczki na wypłatę wynagrodzeń, nie przeprowadzając przy tym żadnych działań restrukturyzacyjnych – mówi Drybański.

Według niego między innymi takie działania doprowadziły do tego, że szpital praktycznie stracił wiarygodność finansową. – Przykładowo firmy farmaceutyczne nie chcą ze mną rozmawiać o innej sprzedaży leków niż z natychmiastową zapłatą – zaznacza Drybański. Jego zdaniem działania związkowców mogą doprowadzić do sytuacji, w której szpitala nie będzie stać nawet na kupno leków dla pacjentów.

Ile ma być oddziałów?

Plan naprawy finansów placówki przygotowywany przez dyrekcję zakłada w pierwszej kolejności restrukturyzację zatrudnienia i wynagrodzeń. Obecnie fundusz płac stanowi około 80 proc. budżetu placówki.

– Poza tym zastanawiam się, czy do funkcjonowania szpitala są potrzebne wszystkie oddziały, w takim kształcie jak obecnie – dodaje dyrektor Drybański. Podaje przykład oddziału pediatrycznego, w którym wykorzystanie łóżek jest na poziomie 32 proc., natomiast kontrakt z NFZ nie pokrywa nawet kosztów płac personelu.

– Moje dotychczasowe działania nie odbiły się negatywnie na obsłudze pacjentów. Staram się tak planować restrukturyzację, żeby nie odbiło się to na pacjentach – zapewnia dyrektor tyskiej lecznicy.

OZZL 9 grudnia przekaże oficjalne pismo do marszałka województwa śląskiego i wojewody śląskiego z prośbą o "podjęcie niezwłocznych działań w związku z możliwymi zagrożeniami dla zdrowia i życia mieszkańców – głównie Tychów oraz powiatu bieruńsko-lędzińskiego, wynikających z rażącego zaniedbania dyrektora szpitala, jakim jest niezapewnienie całodobowej lekarskiej opieki zdrowotnej w izbie przyjęć i ambulatorium chirurgicznym tyskiego szpitala".