You are hereWarszawa: Zwolniony ze spółki Sphinx za 50 groszy

Warszawa: Zwolniony ze spółki Sphinx za 50 groszy


By pracownik - Posted on 30 czerwiec 2011

Poniżej publikujemy tekst byłego pracownika restauracji Sphinx.

Chciałbym opowiedzieć Wam moją historię o przeklętej niesprawiedliwości i upodleniu człowieka przez kierownictwo zakładu pracy w którym spędziłem niemal 2 lata i 7 miesięcy bez 2 dni.

Otóż wszystko zaczęło się pięknego feralnego dnia 24 czerwca 2011 roku w restauracji "Wook" w podziemiach dworca centralnego w Warszawie należącej od ponad roku do spółki "Sphinx Polska".

W restauracji tej obsługuje się gości w systemie zespołowym mianowicie działa to tak, że każdy ma przypisaną jedną z funkcji. Moją funkcją tego dnia było wynoszenie potraw ciepłych poza tym, że i tak pomagamy sobie nawzajem w wolnej chwili.

Tuż przed godziną 20 dostałem zamówienie do wyniesienia dla 5 osób. Na początku "wyszły" 3 zupy. 2 zupy green curry z kurczakiem (całkiem pikantne) i 1 kokosowa (delikatnie pikantna)

Wziąłem Je i zaniosłem na stolik, zaraz po podaniu pani spróbowała zupy green curry od swojego męża/chłopaka i skomentowała w mojej obecności "jakie to ostre" na co ten pan odpowiedział, że "bardzo lubi ostre i że mu smakuje". Wyczułem, że są to sympatyczne osoby dlatego podłapałem temat i poinformowałem iż mamy jeszcze bardziej ostrą zupę chodziło o pikantno - kwaśną. Zaproponowałem, że mogę dać dosłownie pół małej miseczki (parę łyżek może ze 100 ml zupy) na degustację.

W myślach miałem, że a nóż zasmakuje temu panu i zamówi drugą albo wróci za parę dni i też zamówi. Działałem tak jak mi mój zmysł marketingu podpowiadał. Niefortunnie stolik obok siedział Vice prezes zarządu spółki sphinx i tak się wszystko zaczęło.

Gdy gość przystał na degustację, poszedłem do kucharzy wziąłem troszkę zupy i podałem, wtedy ten zapytał mnie jeszcze aby się upewnić coś w stylu "nie będzie miał pan problemów?" Ja odparłem bezmyślnie trochę "że nie, że w porządku bo nie ma managera..." Ten Vice prezes wszystko słyszał i zinterpretował moją wypowiedź oraz samo danie degustacji jako bezczelną kradzież i informowanie gości o nieobecności managera co Jego zdaniem było swego rodzaju przyzwoleniem na kradzież (oczywiście to nieprawda bo gdy manager wyjedzie do domu to osobą funkcyjną odpowiedzialną za salę automatycznie zostaje barman) dosłownie tak jakbym temu gościowi dał za darmo kilkaset złotych (cały rachunek gratis itp.) a to była degustacja - chwyt marketingowy do cholery (przepraszam za słownictwo) !!! warta może 50 groszy bo wiedziałem, że to się zwróci.

Zresztą dałem ok. 100 ml tej zupy gratis, a jakieś 2,5h później chińczycy - kucharze na koniec musieli wylać jakieś 2 litry tego bo się nie sprzedała w całości i zawsze wylewają więc się marnuje...

Pan "Vice prezes" wykonał 1 szybki telefon do pana dyrektora regionalnego i w ciągu minuty zrobili ze mnie zuchwałego złodzieja oraz natychmiastowo wyrzucili z pracy.

Musiałem się spakować i jak to pan dyrektor generalny określił "odejść z twarzą".

Pytał mnie jeszcze o "motywy kradzieży", dane personalne, ile pracowałem w tym lokalu tak aby mógł mnie umieścić na "czarnej liście spółki sphinx polska" za co mu z góry dziękuję bo nie mam zamiaru mieć w życiu nic więcej wspólnego z takim syfem jakim jest ta firma względem uczciwych, rzetelnych i oddanych pracowników którym zależało na dobrym wizerunku firmy i utargu.

Podczas rozmowy byłem tak przejęty/załamany/zdenerwowany, że w pewnym momencie jak mi przeszła przez głowę myśl (Marek - Ty nie masz pracy.... to się przestraszyłem trochę) Starałem się prosić o zabranie mi nie wiem pensji/pół pensji ale żebym mógł pracować dalej bo zżyłem się z tymi ludźmi, miałem dużo znajomych, w porządku współpracowników. Dosłownie poprosiłem o "miłosierdzie" na co ten pan (dyrektor regionalny) odparł, że "miłosierdzie" to On mi już okazał wtedy kiedy zdecydował się mnie zwolnić i nie zgłaszać "kradzieży" na policji.

Przepraszam ale wtedy się miarka przebrała i gdybym nie miał w głowie tego, że jeszcze może mam szansę, a On jest dyrektorem to bym Go wyśmiał prosto do telefonu.

Co by mi policją zrobił ? Dostałbym grzywnę ? Za rzekomą kradzież. Czego ? 1/3 normalnej porcji zupy wartej może 50 groszy ? Mógłbym mieć co najwyżej wykroczenie ale nie przestępstwo bo kwota "kradzieży" nie przekracza 200 zł. Zresztą wiem, że i tak bym się wybronił niską społeczną szkodliwością czynu oraz zamiarem działania marketingowego. Ewidentnie panu dyrektorowi skończyły się argumenty i nie mogąc sobie poradzić z polemiką ze mną musiał coś szybko wymyślić aby mnie przegadać co mu się niestety udało, bo byłem tak zestresowany i zaskoczony tą "akcją", że nie mogłem już nic odpowiedzieć poza przytaknięciem :(

Nie mam słów na ten cały numer jaki mi kierownictwo zgotowało. Jeśli dotrwaliście do końca tej historii i ktoś chce poznać np nazwiska tych 2 osób z kierownictwa to możecie pisać na mojego maila "marcokurnik@gmail.com"

Czekam również na komentarze, maile z pytaniami, może ktoś z Was miał podobne "doświadczenia" Chętnie poznam opinię ludzi z "zewnątrz". Pozdrawiam Was wszystkich i nie przejmujcie się mną!

Ja sobie poradzę :) A tego, że mnie wyrzucili za nic, będą jeszcze gorzko żałować. Ja już wygrałem uwalniając się z tej firmy.